Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice

Wirtualne Muzeum
Mirostowickich Zakładów Ceramicznych

Wycinki prasowe

Wycinki prasowe

1969-02-15

Znalazłem kilka wycinków prasowych z dwutygodnika społeczno-kulturalnego "Nadodrze", w których  "mówi się" o naszym zakładzie.

Pierwszy z nich pochodzi z nr.4 z 15 lutego 1969 roku. Dla łatwiejszego czytania wklejam tekst pod skanem.

W JEDNEJ z reporterskich relacji w ramach cyklu „Przemiany” pisaliśmy m. in. o Mirostowickich Zakładach Ceramiki Budowlanej, położonych W małej robotniczej osadzie w środku żarskiego powiatu, na dowód - jak ambicja, upór i rzetelna praca zatrudnionych tu ludzi, przyczyniają się do korzystnych zmian nie tylko na skalę najbliższego regionu, ale także liczących się w kraju.

Zakłady te, jak wiele innych na zachodzie kraju, uległy dewastacji w czasie wojny - i jak wiele innych zostały odbudowane bez mała gołymi rękami ludzi, którzy tu również Powracali do życia po wojnie. Była to jedna z pionierskich epopei, która trwa właściwie do dzisiaj. Zakłady są obecnie potentatem w dziedzinie produkcji cegły klinkierowej wysokiej jakości, którą wykorzystano m. in. do budowy Rybnickiego Okręgu Węglowego, cegła ta jest bowiem wytwarzana głównie dla potrzeb przemysłu górniczego - ale nie ona już teraz przydaje blasku pionierskiej tradycji zakładów sprzed lat. Jej sławę przyćmiły już parę lat temu specjalne płytki okładzinowe, którymi nota bene wystrojony został w swoim czasie jeden Z najelegantszych hoteli w Polsce, poznański hotel „Merkury”, a których produkcję podjęto w zakładach po uruchomieniu specjalnego, elektrycznego pieca tunelowego do ich wypalania.

Ten piec to rozdział w historii zakładów i zatrudnionych w nich ludzi szczególny nie tylko dlatego, że do tej pory sprowadzano te płytki z zagranicy za ciężkie dewizy, ale głównie z tej racji, że uruchomienie zniszczonego pieca, stanowiącego rzadkie i wielce skomplikowane urządzenie nie było sprawą łatwą. Potrzebne było doświadczenie, dokumentacja techniczna i niezbędny sprzęt. Za owe rzeczy byli producenci z firmy „Paul Gatzke und Sohne” z NRF słono kazali sobie zapłacić. Więc fakt, że ów potwór, rozgrzewający się do temperatury 1280 stopni i zżerający masę energii elektrycznej dał się ujarzmić i służy dzisiaj ludziom bez pomocy zachodnioniemieckich fachmanów, należy uznać za duże osiągnięcie załogi fabryki, polskich specjalistów, wśród których nie zabrakło i tych z naszej, świebodzińskiej „Elternfy”. Ale to był tylko kolejny etap w rozwoju produkcji zakładów.

„Mając coś takiego w fabryce można robić cuda” – pisaliśmy już dwa lata temu, powołując się na opinię jej dyrektora Lecha Manugiewicza. No, może nie dosłownie cuda, ale zważywszy znaczny deficyt na krajowym rynku naczyń ceramicznych, chociażby .kubków barowych, nic mówiąc już o poszukiwanych i rzadko pojawiających się na ogół z importy naczyniach żaroodpornych - fakt podjęcia ich produkcji właśnie w Mirostowicach był dużym sukcesem fabryki i otwierał przed nią nowe perspektywy choć początkowo nie wszyscy w nie chcieli uwierzyć.

Dziś ten okres, nie pozbawiony materialnie wymiernego ryzyka i niezliczonych kłopotów - bo brak było podstawowych maszyn, przede wszystkim zaś przygotowanych do nowej produkcji ludzi - należy w zasadzie już do przeszłości. Łatwiej to zresztą napisać, ale ludzie, których dziełem jest modernizacja Wydziału Porcelitu wielo mają na ten temat do powiedzenia, np. ślusarz Tadeusz Kozłowski, który własnoręcznie przywracał do życia wycofane z użytku w innych zakładach maszyny czy Maria Kawalec, b. główny technolog fabryki, która przeszła w niej wszystkie szczeble zawodowej kariery, będąc duszą tej „nowej produkcji”. Właśnie dziś owa produkcja to już 860 ton poszukiwanej i przyciągającej wzrok, niebrzydkiej W kształcie galanterii porcelitowej, razem 36 tzw. pozycji asortymentowych, wśród nich obok klasycznych już, acz zmodernizowanych kubków barowych, zaprojektowany przez 1WP zestaw śniadaniowy, czy garnitury do kawy o wdzięcznych nazwach „Dorota” i „Agata”, wazony, popielniczki, ikebany, w dużej mierze dzieło zakładowego plastyka mgr Adamia Sadulskiego, modelarza Eryka Figla, w całości zaś około 200 młodych robotnic i robotników, którzy dzięki niej właśnie dodatkowo zdobyli pracę i kwalifikacje.

Oczywiście, w tej dziedzinie Mirostowice nie mogą konkurować jeszcze z doświadczonymi i posiadającymi bogate tradycje bliźniaczymi zakładami w Polsce. Ale coś więcej niż pierwszy krok, zostało tu już zrobione. A droga przebyta od potrzebnej, ale nieskomplikowanej w kształcie i metodach produkcji cegły klinkierowej do kruchego porcelitu, którego nienajłatwiejsze tajniki wytwarzania tu już opanowano - budzić musi uznanie. Mirostowiccy ceramicy nie zamierzają na tym poprzestać. Myślą o dalszej rozbudowie zakładu. Wybudowanie i uruchomienie drugiego pieca elektrycznego do wypalania ceramiki metodą tzw. „biskwitu" zezwoli na podwojenie dotychczasowej produkcji i dalsze jej urozmaicenie, przy znacznym podniesieniu jakości wyrobów. Chcą tego dokonać ludzie, o których mówi się, że to ,,nie świeci garnki lepią”.

(WN)
Zdjęcia: Cz. Łuniewicz

 

Mamy też przykład kąśliwej krytyki. Nawiasem mówiąc krytyka słuszna i dobrze, że i takie konstruktywne głosy się pojawiały. To już "Nadodrze" z 8 listopada 1970 roku.