Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice
Mirostowice

Wirtualne Muzeum
Mirostowickich Zakładów Ceramicznych

Komplet do grzańca

Komplet do grzańca

Kiedyś na giełdzie staroci kupiłem świecznik i kufelek z napisem "Karczma Słupska". Szybkie śledztwo zaprowadziło mnie do Warszawy, do czasów PRL-u, na róg ulic Czerniakowskiej i Gagarina. Karczma serwowała tam tradycyjne, polskie potrawy, natomiast jej wystrój nawiązywał do folkloru kaszubskiego.

Jednak "Karczma Słupska" nie słynęła ze swoich dań, a przynajmniej nie głównie z nich, lecz z tego, że była miejscem spotkań dla gangu mokotowskiego. Ferajna czuła się tam pewnie i bezpiecznie. Omawiano tam strefy wpływów i ustalano strategię przestępczych działań na najbliższy czas.

Po 2000 roku gang mokotowski powoli odchodził w zapomnienie a jego członków, przy stolikach Karczmy, zastępowali różnej maści handlarze narkotyków. Jak widać cały czas Karczma przyciągała szemrane środowisko.

W 2012 roku Karczma Słupska została sprzedana i przejął ją Robert Sowa. Tak powstała słynna już restauracja "Sowa & Przyjaciele". Czy dużo się w dawnej Karczmie zmieniło?

Zaczęli w niej bywać inni panowie w krawatach, omawiali strefy wpływów i ustalali strategię swoich działań na najbliższy czas. Mogę się mylić, ale mam wrażenie że to miejsce wciąż przyciągało "szemrane" środowisko.

Dalszą część tej historii już znamy i wiemy, że nagrania z tej restauracji, z roku 2014 skompromitowały rząd PO-PSL. Ale nie wchodźmy dalej w politykę bo nie miejsce na to.

Czy to możliwe więc, że mikrofony i podsłuchy ukryte były w świecznikach lub kufelkach z Mirostowic? Raczej nie :) Wystrój restauracji już dawno został zmieniony. Niemniej jednak wyroby ze stajni "Mi" niejedno słyszały i niejedno widziały.

Wróćmy do kufelka i świecznika. Co prawda wciąż używam "świecznika" jako świecznika, ale niedawno dowiedziałem się o prawdziwym zastosowaniu tego kompletu.

Do świecznika wkładało się specjalną kostkę, którą się podpalało. Nie było wówczas takich świeczek-podgrzewaczy jak dziś. A te palne kostki pamiętam ze sklepu harcerskiego. Kupowaliśmy je z kolegą, żeby potem przeprowadzać różnego rodzaju doświadczenia chemiczne, ale nie o tym.

Po zapaleniu kostki ustawiało się na tym świeczniku owy kufelek a w nim winko, goździki i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Tym samym powstawał pyszny grzaniec. I tak był właśnie podawany w Karczmie Słupskiej :)

Czyli mamy przed sobą komplet do grzańca uwikłany w przestępczą historię!